wtorek, 30 marca 2021

Współlokatorzy | Beth O'Leary



Przeczytałam: 07.01.2021r.
Autor: Beth O'Leary
Ilość stron: 432
Czytałam: e-book/Legimi

Moja przygoda z tą książka trwała około trzy dni. Czytałam ją nocami (więc w sumie trzy noce), gdy nie mogłam usnąć, a do głowy wpadł mi pomysł, żeby spróbować z ebookami. Do tej pory sięgałam jedynie po książki w wydaniu papierowym. 

Książka znalazła jakieś swoje miejsce w moim sercu, dlatego że pomogła przekonać mi się do ebooków.

No i okładka według mnie jest naprawdę ładna!

Zrozpaczona Tiffy szuka taniego lokum, ponieważ nie ma zbyt dużo pieniędzy. Pracuje w wydawnictwie, ale nie płacą tam najlepiej. Trafia na dziwną ofertę wynajmu pokoju, a właściwie dzielenia go w nietypowy sposób. Do niej należy dom nocą i w weekendy, ale na tygodniu w ciągu dnia musi przebywać poza tymi czterema ścianami. Wtedy dom należy do jej współlokatora - Leona.

To naprawdę dziwne mieć współlokatora i nigdy go nie poznać. Nigdy go nie zobaczyć. Nie wiem, czy osobiście nie popadłabym w paranoję. 

Fabuła z początku wydawała mi się dziwna i nudna przede wszystkim, ale im dalej brnęłam, tym bardziej mi się podobało. Jest to lekka, przyjemna historia o Tiffy i Leonie, którzy zmagają się ze swoimi prywatnymi problemami i zostawiają sobie karteczki z wiadomościami w całym domu, zalepiając nimi wszystko, co możliwe. Po pewnym czasie spotykają się twarzą w twarz i zaczyna się naprawdę sporo dziać.

Tiffy jest kolorową postacią, mimo swojego problemu. Ubiera się w dziwne rzeczy, zazwyczaj do siebie nie pasujące,  ze sklepów charytatywnych. Ma super charakter - czasem była naprawdę zabawna. 

Leon jest bardziej takim odlutkiem (tak wywnioskowałam), ale Tiffy jest zbyt kolorowa, żeby on pozostał szary, kiedy ich znajomość się rozwija - tak to określmy.

Ogólnie chciałabym powiedzieć, że książka spodobała mi się, chociaż na początku specyficznie do niej podchodziłam. Bywały momenty, że naprawdę się roześmiałam i w końcu polubiłam bohaterów (nie wszystkich co prawda). Jest lekka i przyjemna w czytaniu, a także na tyle intrygująca, by się zanurzyć z nią w kocu i spędzić miły wieczór (w moim przypadku trzy miłe noce).

Jest prosta (to mi się nasuwa na myśl, nie wiem dlaczego), dlatego nie poleciłabym jej osobom, które lubią intrygi - chociaż taki jeden intrygant w tej książce oczywiście się znalazł.

Książka jest również bardzo przewidywalna, ale nie zabiera to przyjemności z czytania, jeśli ktoś też tak się nastawi. Zakończenie to nie jakieś wielkie zaskoczenie, przez które aż powiedziałam z oszołomieniem WOW. Spodziewałam się takiego końca, ale nie zawiodłam się, bo na to liczyłam. 

Prawdopodobnie się powtórzę, ale jest to lekka, przyjemna historia, którą łyknęłam przez bezsenne noce. Jeśli ktoś lubi takie książki, które sprawią przyjemność, ale nie zawrócą w głowie, to zachęcam sięgnąć po Współlokatorów.

Oh... muszę jeszcze wspomnieć o tym, co mi się od razu nie spodobało i nadal podtrzymuję zdanie. Mianowicie chodzi o zapis dialogów z perspektywy Leona. Wyglądało to w ten sposób, że było imię bohatera, dwukropek i wypowiedź. Jakoś strasznie mnie to drażniło, ale z czasem starałam się to ignorować. Bo wiecie o co mi chodzi, no nie? O to chodzi - Leon: *i tutaj to co on mówi*. I tak każda jego rozmowa z jego perspektywy wygląda.

Moja ocena: 6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Co czytam? , Blogger